Liga NFL oraz Scyzory Kielce - pierwsza drużyna FA w woj. Świętokrzyski
RSS
środa, 08 kwietnia 2009
Sukces!
Witam i mam przyjemność powiedzieć, że autor tego bloga znalazł się w finale konkursu na blogera Eurosportu. To czy w nim zwycięży zależy teraz od Was drodzy czytelnicy.Tekst ,,Panu (jeszcze) nie dziękujemy" powstał na przysłowiowym kolanie, w ostatnich godzinach trwania konkursu. Przyznam szczerze ze nie za bardzo byłem zadowolony i nie liczyłem na wyróżnienie. Jeśli coś miało mi dać przepustkę do finału to ewentualnie druga notka, traktująca o futbolu amerykańskim, która jednak nie znalazła uznania w oczach znakomitych dziennikarzy stacji Eurosport.

 

Nagrodą w konkursie jest darmowy blog na stonce eurosport.pl jest zatem o co walczyć. Trzy najczęściej odwiedzane przez następne 2 tygodznie wpisy, wygrywają, a ich autorzy dostaną możliwość pubikacji obok takich ,,tuzów" dziennikarstwa sportowego jak Tomasz Jaroński czy Krzysztof Wyrzykowski. Ja już mam satysfakcję i upatruję dużą szansę na zwiększenie popularności FA, poprzez jego obecność na tak dużym i znanym serwisie. Obywatele i obywatelki, zapytam zatem jak Edward Gierek: ,,pomożecie?!?"

 

Mam nadzieję, że tak, zapraszam zatem do czytania mojego wpisu ,,Panu (jeszcze) nie dziękujemy" tutaj, każde kliknięcie przybliża do zwycięztwa :D

 http://www.eurosport.pl/wszystkie-sporty/jeszcze-nie-dziekujemy_sto1900371/story.shtml 

 

P.S. na ręce fanatyków footballu amerykańskiego w Polsce składam zobowiązanie, że ewentualny blog będzie w dużej części poświęcony naszemu ukochanemu sportowi zza ,,wielkiej wody"

czwartek, 12 marca 2009
Przenosiny bloga!!!
OD dziś blog futbolowy staje się częścią bloga sportowego mojego autorstwa i jest dostępny pod adresem www.pilkajestjedna.blox.pl Serdecznie zapraszam!
czwartek, 12 lutego 2009
Czy to naprawdę koniec?
Bertt Favre po osiemnastu latach kariery ogłosił przejścię na zasłużoną emeryturę. Jako że nie robi tego po raz pierwszy, pojawia się pytanie czy robi to po raz ostatni.
wtorek, 03 lutego 2009
Super Bowl XLIII dla Steelers

Chcieliśmy świetnego widowiska, a to co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Ostatni mecz tego sezonu zapadni w pamięci kibiców na długo. Historia pisała się na naszych oczach. W ciągu kilku minut czwartej kwarty przeżyliśmy niespotykaną huśtawkę nastrojów. Obejrzałem w tym sezonie około 50 spotkań, a nie pamiętam, żeby podczas któregoś towarzyszyły mi takie emocje. Już od początku spotkania czułem, że watro będzie spędzić niedzielną noc przed TV.

Muszę przyznać pierwsza kwarta to popis Steelers, chyba najlepszy okres gry tego zespołu w tym spotkaniu. Mimo tego iż udało im się zdominować rywali, zabrakło wykończenia. Piłka była już bardzo blisko end zone, ale defensorzy z Arizony zdołali się uratować. Pierwszy TD w meczu dopiero w drugiej kwarcie, a jego autorem rezerwowy Garry Russell. Atak Cardinals śpiący, można powiedzieć bezradny, ale tylko do pewnego mementu. Przebudzenie następuje w połowie drugiej kwarty, a pierwszy TD zdobywa Ben Patrick. Kiedy kilka zagrań potem Rzuconą przez Big Bena piłkę przejął K.Dansby, pomyślałem że wszystko zaczyna się od początku, szczególnie że jeszcze przed przerwą pojawiła się szansa objęcie prowadzenia przez Cardinals. Wtedy to jednak stał się pierwszy tego wieczoru cud: J.Harrington złapał piłkę na początku end zone pokonując z nią 100yd zaliczył przyłożenie dla Pittsburgha. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to że a) W niezrozumiały sposób Kurt Warner rzucił mu piłkę prosto w ręce, jakby grał pierwszy mecz w życiu b) Harrington waży ponad 110kg, a mimo to uciekł całej drużynie rywali, nawet Larry'emu Fitzgeraldowi. 100yd przyłożenie po INT jest rekordem Super Bowl. Do przerwy jestem więc w minorowym nastroju, którego nie poprawił nawet, swoim występem, sam Bruce Springsteen. Po zmianie stron jest jeszcze gorzej. Defensywa Arizony, którą uważałem za kluczową do zwycięstwa, zaczyna po prostu ten mecz przegrywać. Pisałem, że bohaterami spotkania będą Adrian Wilson i D. Rogers-Cromarti. To się sprawdziło, tyle że zostali bohaterami Pittsburgha. W pewnym momencie po prostu zaczęli prezentować przeciwnikom jardy w postaci głupich kar. Szczęśliwie Roethlisberger i spółka nie kończyli swoich akcji przyłożeniami i wynik 20-7 dawał jeszcze cień nadziei na odwrócenie losów pojedynku. Przyznam jednak że nie za bardzo w to wierzyłem.  Na początku czwartej kwarty układałem już głowie co napiszę w mojej relacji o tym jednostronnym i przeciętnym widowisku. Boisko zrewidowało jednak moje przemyślenia, z czego bardzo się ucieszyłem. Pogubiła się nieco obrona Steelers, dając wreszcie rozwinąć skrzydła ,,latającemu" Larry'emu. Do tego wreszcie zaczął grać odważniej Kurt Warner. W ten oto sposób między 8 a 13 minutą gry niemożliwe stało się faktem. W wyniku dwóch kapitalnych przyłożeń Fitzgeralda Cardinals są o krok od sensacji. Pittsburgh, potrzebuje przyłożenia, a obrona Cards wydaje się być w gazie, chwilę wcześniej K.Dockett, powalił 2 razy Big Bena. Do tego doszła jeszcze rzadka akcja, safety. W momencie kiedy Holmes złapał piłkę, padłem załamany na łóżko, by chwilę potem po ogłoszeniu kary, podskoczyć z radości, jak małe dziecko. Niestety perfekcyjny ostatni drive rozegrali ,,chłopcy ze stali". Oni chyba naprawdę mają nerwy z tego surowca, nie wiem jak inaczej wytłumaczyć sposób w jaki rozjechali defensywę rywali w niecałe dwie minuty. Przyłożenie Santonio Holmesa, dało mu tytuł MVP finału, a także coś dużo cenniejszego - Vince Lombardi Trophy dla mistrzów ligi NFL. Kurt Warner, grający nierówno i poniżej poziomu, nie zdołał już odwrócić losów spotkania. Wydaje się że w ostatnim zagraniu mógł poszukać Fitzgeralda w end zone, być może by się udało. Zawsze lepsze to do straty piłki.

Trzeba odnotować bardzo dorobią postawę corner backa Steelers, Ike Taylora cichy bohater spotkania przez trzy kwarty powstrzymywał Larry'ego Fitzgeralda na tyle skutecznie by ten złapał tylko jedną piłkę. Ike pogubił się w ostatniej kwarcie, a dzięki temu mieliśmy te wszystkie emocje. Zawiedli za to inni typowani na gwiazdy defensorzy, wspomniałem już o Cromartim i Wilsonie z Arizony, nie błyszczał także Troy Polamalu. W porównaniu rozgrywających o wiele lepiej wypada Roethisberger, mimo mniejszej zdobyczy jardowej. Warner, chyba nie zapewnił sobie tym występem miejsca w hall of fame. Nie podjął ryzyka, jakim było by częstsze podawanie do Larry'ego, całkiem nieźle wychodziły mu tylko krótkie podania do E.James'a i A.Boldina. jak wiemy to było za mało. Tytuł MVP dla S.Holmesa całkiem zasłużony, a ten ostatni chwyt przejdzie chyba do historii Super Bowl. Ciekawi mnie natomiast kogo wybrano MVP gdyby nie było tego przyłożenia  i gdyby to Cards zdobyli puchar. Tego nie dowiemy się już nigdy.

Kolejny sezon za nami, teraz czas z przed TV wyjść na boisko, ekipie Scyzorów Kielce życzę by debiutancki sezon ligowy zakończył się dla nich tak jak czterdziesty trzeci Super Bowl dla Pittsburgh Steelers. 

piątek, 30 stycznia 2009
Super Bowl XLII: Final countdown

Trwa ostatnie odliczanie do największego święta w amerykańskim sporcie. Super Bowl numer 43 już w niedzielę na Florydzie. Pojedynek Arizona Cardinals - Pittsburgh Steelers zapowiada się jak walka Dawida z Goliatem. Może to i dobrze, może właśnie dlatego, gdy ucichnie ten cały przedmeczowy zgiełk zobaczymy niesamowity, niezapomniany mecz. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapowiedzi tego spotkania oraz do śledzenia transmisji już w niedzielę po północy.

 

Nie bez powodu posłużyłem się biblijnym porównaniem, obecność kopciuszka zawodowego footballu w finale daje, nam bowiem nadzieję na liczne zwroty sytuacji i niespodzianki, właściwie nie wiemy czego możemy się spodziewać. Być może zobaczymy rzeź niewiniątek i Steelers szybko zmiażdżą swych rywali, równie dobrze jednak wynik może wisieć na włosku do ostatniej sekundy. Rok temu podobnie zapowiadał się mecz NE Patriots z NY Giants, jak się to skończyło wszyscy doskonale wiemy. Pozostaje nam liczyć, że emocje będą podobnie wysokie, w ten sposób sporo osób w Polsce może zakochać się w FA. Transmisja w naszym kraju prawdopodobnie będzie mieć rekordową oglądalność. Dla mnie poprzedni mecz z cyklu Super Bowl był pierwszym jaki śledziłem, dziś nie wyobrażam sobie co mogłoby mnie powstrzymać przed zarwaniem tej nocki (najlepsze jest to że podobnie jak rok temu w poniedziałek rano muszę gnać na uczelnię na zaliczenie)

Tyle tytułem wprowadzenia w atmosferę meczu. Czas na kilka uwag merytorycznych. Teoretyczne wiemy wszystko, znamy zarówno atuty jak i achillesowe pięty obu zespołów. Zastanówmy się zatem kto może rozstrzygnąć rywalizację na stadionie w Tampa Bay i wskażmy głównych autorów tego spektaklu.

 

O ile największą gwiazdę Arizony można wskazać bez trudu i 90 na 100 zapytanych powie Larry Fitzgerald, to ze Steelers sprawa nie jest taka prosta. Większość, szczególnie, świeżych adeptów FA wskazała by pewnie Bena Roethlisbergera. Moim zdaniem największą gwiazdą tego zespołu jest safety Troy Polamalu. Człowiek który został bohaterem meczu z Ravens, człowiek który regular season zaliczył jedno z piękniejszych interception w historii (vs San Diego). Zawodnik ten może jedną akcją rozstrzygnąć losy pojedynku. Poza świetnym przeglądem pola, wyczuciem i refleksem do przechwytywania piłek, posiada jeszcze umiejętność kapitalnego biegu z futbolówką. Tomoże być kluczowe, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę styl gry Cardinals oparty na dalekich podaniach. Oczywiście z pustego i Salomon nie naleje więc Troy musi mieć wsparcie. Jeśli nie będzie presji na Warnerze przez cały mecz to Larry z pewnością wyłapie parę wielkich zagrań i będzie ciekawie. Do tego dochodzi jeszcze niedoceniany A. Boldin. Liczę na to, że uda się temu duetowi zaskoczyć najlepszą defensywę NFL. Ogromne znaczenie będzie mieć postawa Kurta Warnera.  Przemawia przez niego wielkie doświadczenie, zapewne chciałby swą długą karierę uhonorować zdobyciem mistrzostwa. Czy wytrzyma jednak presję jaką będą chcieli zastosować Steelers? oby tak, bo tylko wtedy mamy szansę na wspaniałe widowisko. Wiemy że Pittsburgh nie traci za dużo punktów, ale mecze takie jak z Chargers w Divisional Playoffs pokazują że można ich zaskoczyć grając górą. Do tego jest jeszcze E. James, dla którego zbawieniem okazała się chyba kontuzja w zasadniczym. Nie grał za wiele i teraz biega jak najęty, w najważniejszych momentach. Zadanie dla defensywy z Pensylwanii jest proste w teorii. Wyłączyć Larry'ego, pamiętać o Bolidnie, obijać starego Warnera i będzie dobrze. Proste jest to jednak tylko na kartce.

Jeśli chodzi o ofensywę, też teoretycznie nie powinno być problemów. Nie możemy jednak lekceważyć tego co Cardinals zrobili w postseasos. Z przeciętnej obrony przeistoczyli się w dobrze współpracujący tandem, który może wiele zdziałać nawet przeciw gwiazdom formatu Donovana McNabba.  Czy Big Ben będzie dobrze chroniony przez swoje O-Line? To jest doskonałe pytanie, bo w samym tylko regular season był on sackowany aż 46 razy,czyli o 20 więcej niż jego vis-a-vis Kurt Warner. Fakt ma świetnych recieverów, ma dobrego biegacza, ale to i tak nie czyni ataku Pittsurgha lepszym od ataku Arizony. Do tego dochodzą jeszcze dwa ciekawe nazwiska w jedenastce defensorów Arizony: D.Rodgers-Cromarite oraz Adrian Wilson. Jeżeli Cards wygrają to chyba oni będą bohaterami tej rozgrywki. Od tego jak zagra formacja obronna  najbardziej zależy wynik tej konfrontacji. Za pewnik możemy bowiem przyjąć że nawet przy świetnej obronie Pittsburgha, jakieś TD dla ARZ będą, ale czy więcej niż dla rywali. Tu właśnie leży rola defensywy Cardinals, trzeba zatrzymać Big Bena i spółkę, pozwolić na jak najmniejszą zdobycz punktową.

 

Zastanówmy się jeszcze nad możliwym przebiegiem meczu. Arizona najlepiej gra w okolicach drugiej kwarty, Pittsburgh rozkręca się powoli i apogeum osiąga w trzeciej kwarcie. Zatem nawet jeżeli od przerwy Warner i spółka osiągną przewagę to i tak nie mogą być pewni zwycięstwa. Osobiście życzę sobie i wszytki fanom FA w Polsce, by defensywy obu teamów były tylko tłem w tej walce.  

 

wtorek, 06 stycznia 2009
NFL Wild Card Weekend


Za nami pierwsza odsłona tegorocznych play-offs. Cztery drużyny są na aucie wśród nich niespodziewanie, typowani nawet do mistrzostwa, mający w składzie MVP sezonu zasadniczego - Peytona Manninga, Indianapolis Colts. Oprócz nich w tym sezonie już nie zobaczymy zespołów Atlanta Falcons, Miami Dolphins oraz Minnesota Vikings.

 

Przed weekendową serią spotkań zastanawiano się czy dwaj młodzi rookie QB, przystępujący do rywalizacji w postseasons, udźwigną ogromną presję związaną z meczami decydującymi o mistrzostwie. Trzeba przyznać że zarówno Joe Flacco (Ravens) jaki i Matt Rayan (Falcons) poradzili sobie w miarę nieźle z obciążeniami. Zaskakująco źle wypadł za to doświadczony, znający smak play- offów, Chad Pennington. Człowiek, który Miami wprowadził do futbolowego nieba, sprawił w niedzielę, że Dolphins szybko zostali z raju wyproszeni. W meczu z Baltimore Chad dopuścił się czterech interceptions, mimo iż przez cały sezon miał ich zaledwie 7. jak należało się spodziewać, Ravens zagrali solidnie w każdym elemencie (Ed Reed zanotował dwa INT, w tym jedno na TD po ponad 60yd biegu), nie popełniali błędów i zasłużenie są w Divisional Play Offs. Rywal: Tennessee Titans, mecz zapowiada się bardzo interesująco, szczególnie dla  miłośników defensywnego stylu gry. Mój typ: Baltimore Ravens.

 

Wspomniałem już, że rookie QB Atlanty Falcons zagrał przyzwoicie. Tak rzeczywiście było, ale niestety dla kibiców z Georgii przyzwoicie to było za mało by ograć świetnych tego dnia Cardinals. Od początku spotkania wszystko było inaczej niż zapowiadali eksperci i inaczej niż podpowiadał to zdrowy futbolowy rozsądek. To przecież goście mieli dużo biegać mając Turnera w składzie, to gospodarze mieli 90 % akcji grać górą, tymczasem: defensywa Cardinals zniszczyła praktycznie RB Atlanty Michaela Turnera, na dodatek atak Arizony był bardzo zbilansowany i dużo zagrań Kurt Warner prowadził przez weterana  na pozycji RB E. Jamesa. Największym atutem gospodarzy było oczywiście duo skrzydłowych L. Fitzgerald, A. Boldin. Obaj zaliczyli po pięknym, wielojardowym TD. Przewaga Arizony widoczna od początku, do końca, mimo iż przyjezdni, przed przerwą wyszli na prowadzenie 17-14. następny rywal Cardinale to Carolina Panthers. Mój typ: mimo wszystko Panthers.

 

Porażka Indianapolis Colts z San Diego Chargers jest dla mnie ogromną niespodzianką. Nawet dziś, cztery dni po tym spotkaniu nie wiem dlaczego Colts polegli w Kalifornii. Statystyki wskazują na przewagę gości, Peyton Manning nie popełnił poważnych błędów ( choć nie zagrał też jak MVP) a L.Tomilson  prawie cały mecz spędził za linią boczną boiska. A jednak gospodarze wygrali po dogrywce i za tydzień spotkają się ze Steelers. Wszystko zależy od tego jak i czy w ogóle zagra Big Ben. Stawiam na Pittsburgh.

 

W ostatnim spotkaniu Minnesota Vikings mimo ogromnych chęci i dużej mobilizacji nie dali rady solidnym Eagles i zakończyli sezon. Większość atutów było po stronie gości, co widać było na boisku. Do tego doszła średnia dyspozycja Adriana Petersona. Ratuje go jedynie ten 40yd TD. Ale chyba każdy trener wolał by żeby RB zdobył w spotkaniu trochę więcej niż 43yd w 19 zagraniach, a tak w tym meczu wyglądają statystyki AP, po odliczeniu tego kapitalnego biegu. W poprzednim tygodniu z NYG było podobnie, wniosek jest taki że Petersonowi do miana najlepszego RB ligi jeszcze sporo brakuje. Następny rywal dla Eagles: NY Giants, mój typ NYG.

wtorek, 09 grudnia 2008
NFL week 14

NFL week 14

 

Czternasta kolejka ligi NFL za nami. W sumie ciężko ją jakoś opisać jednym zdaniem, więc może od razu przejdę do krótkiej analizy poszczególnych spotkań.

 

Najważniejszym wydarzeniem tej kolejki jest moim zdaniem porażka Dallas Cowboys z Pittsburgh Steelers. Ma ona bowiem wpływ na sytuację w obu konferencjach. Droga Cowboys do postseasons znacznie się po tej porażce wydłużyła, gracze Steelers natomiast są już tuż tuż. W przyszłym tygodniu muszą ,,tylko" pokonać Baltimore Ravens. Co ciekawe w meczu tym jeszcze 2 minuty przed końcem goście prowadzili 13-6 i chyba byli pewni zwycięstwa. Zbyt pewni. Końcówka Pittsburgha była kapitalna. Najpierw TD po podaniu Big Bena zdobył H.Miller, a potem kapitalnym INT i również przyłożeniem popisał się D. Townsead. Tony Romo i jego koledzy w tych decydujących chwilach wydawali się być bardzo zagubieni i nie potrafili znaleźć recepty na obronę gospodarzy.

 

W mocno przereklamowanym meczu, po raz drugi w tym sezonie przegrali NY Giants. Sczerze mówiąc można się tego było spodziewać, wszak dla nowojorczyków każda z gier do końca regular season jest właściwie o pietruszkę. Eagles zaś walczą o swoje miejsce w play offs, więc o motywację było im dużo łatwiej. Z bólem na sercu muszę przyznać, że goście byli lepsi w każdym elemencie footballowego rzemiosła i wygrali zasłużenie. G-Men dobrze zagrali tylko w ostatniej minucie pierwszej połowy i w końcowym drivie zakończonym przyłożeniem. Najciekawszy fakt z tego pojedynku to ogromna liczba trzech zablokowanych field goli, o co jednak nie trudno przy takim wietrze jaki wiał w niedzielę w NY. Philadelphia still in the hunt.

 

Słaby w tym tygodniu był Eli Manning, kapitalnie za to zagrał jego brat Peyton z Indianapolis Colts. Zwycięstwo z Bengals daje Colts ogromne szanse na awans.

 

Szanse te mogli za to zaprzepaścić New England Patriots, uratowali jednak w końcówce mecz w Seattle i pozostają w grze. Wobec porażki NY Jets i zwycięstwa Miami Dolphins sytuacja w AFC East jest doprawdy pasjonująca. Wymienione wyżej trzy zespoły mająbilans 8-5 i walka potrwa do końca. Słów kilka o meczu Delfinów. Moi cisi faworyci tej dywizji pokazali się całkiem przyzwoicie. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ich mecz w całości. W Toronto ( pierwszy raz w historii NFL zawitało do Kanady) nie dali oni szans Buffalo Bills wygrywając 16-3. ekipa z Miami ma dużo atutów. Pokazali oni mnóstwo niekonwencjonalnych zagrań ofensywnych, ze słynnym już wildcatem na czele. Może nie są jeszcze do końca dopracowane, ale widać, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Do tego jeszcze ta defensywa, naprawdę kapitalna. Porażka eliminuje Bills z dalszych rozgrywek. Pozostaje im tylko gra o honor. Miami zaś zapowiada się na czarnego konia tego sezonu. Gdyby tylko nie grali tak nierówno, no cóż pożyjemy zobaczymy. Play offs, patrząc na kalendarz i niedzielną grę, są jak najbardziej w ich zasięgu. 

Od dziś teksty z tego blogu będą pojawiać się przede wszystkim na stronie scyzory-kielce.pl zapraszam

środa, 03 grudnia 2008
NFL week 13

Pisałem już o pojedynku w Foxborough, dziś przyszedł czas na kilka słów o kluczowej grze w konferencji NFC pomiędzy Washington Redskins a NY Giants. Zwycięstwo 23-7 daje G-Men prawie pewne mistrzostwo konferencji i przewagę własnego boiska w postsesons. ‘

 

Pojedynek toczony był w strugach ulewnego deszczu, co miało mieć ogromny wpływ na taktykę obu zespołów. ponadto zarówno Giganci jak i Czerwonoskórzy preferują grę ziemią, toteż należało spodziewać się dużo tego typu zagrań i małej liczby punktów. Co gorsza spotykały się czołowe defensywy ligi. Los bywa jednak przewrotny i w meczu, w którym Giants mieli ograniczyć podania do minimum, Eli Manning podał na jedną z większych w karierze odległości. Ponad 300yd górą to jego najlepszy rezultat od dwóch sezonów. Dlaczego do tego doszło? Z dwóch powodów: po pierwsze kapitalnie bronili przed biegami Redskins, po drugie Brandon Jacobs miał gorszy dzień, co zapewne po części zasługa przebytej kontuzji, a po części historii z Plaxico Burresem ( opowiem o niej pod koniec). Od początku było jasne, że buldożer Jacobs raczej nikogo tego dnia nie rozjedzie. Coach Coughllin szukał więc innego rozwiązania. Postawił na młodego, rosnącego na gwiazdę WR Dominicka Hixona, który odwdzięczył się świetną postawą. W zeszłym tygodniu postawiłem pytanie czy G-Men to zespół kompletny. Odpowiedź po meczu w stolicy jest jak najbardziej twierdząca. Jest świetne trio RBacków, kapitalny rozgrywający, długa ławka WRs, kapitalna OL i wreszcie niesamowita defensywa. Siedem punktów uzyskali zaledwie gospodarze mający w składzie jedną z ikon NFL Clintona Portisa. Zresztą tych siedmiu punktów nie byłoby gdyby nie jedna dość niespotykana akcja i TD po ponad 20yd biegu.

 

Mimo porażki Washington nadal może zagrać w postsesons. Jednym z warunków ku temu będzie niedzielne zwycięstwo Giants nad Cowboys. Muszą więc trzymać kciuki za swoich pogromców, którym już raczej nikt nie stanie na drodze do zwycięstwa w NFC. Warunków takich jest jednak dużo więcej, a sytuacja ekip walczących o wild card jest potwornie złożona. Na razie chyba nie ma sensu o tym pisać, poczekajmy na kolejne mecze z nadzieją że zwiększy się przejrzystość tabel NFC. Albo lepiej niech do końca będzie dużo niejasności, a co za tym idzie emocji... 

 

P.S. dla tych którzy nie wiedzą ,,giant idiot" Burres postrzelił się w stopę, w nocnym klubie, z broni, na którą nie miał pozwolenia. Grozi mu trzy i pół roku więzienia, ale bardziej niż prokuratora na jego miejscu bałbym się komisarza NFL, który nie znosi, gdy ktoś szarga dobre imię ligi. Jeśli chodzi o Jacobsa, to chyba bardzo przejął się on losem kolegi i bronił go mówiąc że zawodnicy na każdym kroku są narażeni na różne niebezpieczeństwa. Ciekawe czy też, z tego powodu, do dyskoteki bierze ze sobą naładowany, nielegalny pistolet?  Wiadomo też że w sytuacje był zamieszany Antonie Pierce, więc Giants mogą stracić też podstawowego obrońcę. 

wtorek, 02 grudnia 2008
NFL week 13

Kolejka numer trzynaście, rozpoczęta w Święto Dziękczynienia przyniosła kilka ciekawych wyników. Chyba najważniejsze z nich to zwycięstwo Pittsburgh Steelers w Foxborough - miejscu w którym do niedawna, o zwycięstwie można było tylko pomarzyć. Pokonanie New England Patriots to milowy krok Steelers w kierunku playoffów. Kolejną przeszkodę na drodze do zwycięstwa w konferencji NFC przeszli NY Giants, wygrywając w stolicy USA z Redskins.

 

Pojedynek w Nowej Anglii rozpoczął się dla gości fatalnie. W jednym z pierwszych zagrań Ben Roethlisberger popełnił fatalny w skutkach błąd. Właściwie wielbłąd, bo jak inaczej nazwać podanie wprost do rywala stojącego kilka yardów od rozgrywającego? Takie właśnie podanie wykonał popularny Big Ben, a NE szybko zaliczyło TD, jako że rzecz wydarzyła około 30yd od red zone Pittsburga. Ci którzy uwierzyli w łatwe zwycięstwo Patriots - byli w błędzie, ci którzy myśleli że Ben się załamie - byli w błędzie, podobnie jak ci liczący na kolejny wielki mecz Cassela. Od tego momentu oba zespoły zaczęły zmierzać w zupełnie przeciwnych kierunkach. NE grali z minuty na minutę słabiej, pozwalając na coraz więcej rozkręcającym się rywalom. Pierwsza połowa, jeszcze w miarę wyrówana, zakończona remisem 10-10.  Coś jednak kazało mi myśleć, że Patriots w tym meczu nic nie ugrają, miałem rację, ale o tym za chwilę. Patrząc na pierwsze 30 minut gry, miałem wrażenie iż nie mają oni prawa tego wygrać, z jednego tylko powodu - byli chyba nienajlepiej skoncentrowani i nie potrafili wykorzystać nadarzających się okazji. A tych było sporo. Mimo że Randy Moss dwa razy pod koniec 2qtr miał piłkę na rękach w polu punktowym - nie złapał jej. Mimo że Stephen Gostkowski miała piłkę ustawioną około trzydziestego jarda - nie posłał do bramki. W drugiej połowie na boisku zauważyć można było co najmniej kilku świętych Mikołajów ze stanu   Massachusetts. To co wyprawiała ekipa gospodarzy wołało o pomstę nieba. Gdybym był ich fanem to chyba w połowie trzeciej kwarty po prostu zgasiłbym TV i poszedł spać. Na szczęśćie fanem NE nie jestem, zatem z przyjemnością patrzyłem jak akcja po akcji rozdawali oni przedwczesne prezenty mikołajkowe w postaci fumbli, interceptions i Bóg wie czego jeszcze. Najpierw nie potrafili złapać kick offa, potem Matt ,,Mikołaj nr 1" Cassel zgubił piłkę, potem jeszcze raz i jeszcze nawet INT zamienione na wielojardowy TD miał w worku ( to zostawił sobie jednak na ostatnią kwartę). Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak się stało. Nie można zganiać winy na ulewny deszcz, nad graczami z Pitsburga przecież padał tak samo. Jedyne co przychodzi mi do głowy to brak należytej koncentracji. Może po prostu podopiecznym Belichicka  znudziło się wygrywanie z wszystkimi?

Jeśli chodzi o gości to ich gra niczym nie powalała. Pokazali wszystko to czego można się spodziewać po Steelers. Twardą defensywę i konsekwencję w ataku. Tego spotkania po prostu nie mogli przegrać. Jestem skłonny zaryzykować, że każda ekipa z NFL wygrałaby z tak dysponowanymi Patriotami, no może zastanowiłbym się przy Detroit Lions) konsekwencje tej porażki mogą być dla ,,almost perfect" bardzo poważne. W tym momencie są, co pewnie trudno sobie wyobrazić starszym fanom, poza burtą! Tak, New England Patriots mogą nie zagrać w postsesons. Walczą oni o dziką kartę z Baltimore Ravens (8-4) Indianapolis Colts (8-4) i Miami Dolphins (7-5), no może jeszcze Bills (6-6). Chciałbym aby w tej walce polegli, ale coś mówi mi że po farciarsku się wywiną, pozwala im o tym myśleć kalendarz, a także fakt porażki NY Jets z Denver, pozostawiającej sprawę zwycięstwa w dywizji otwartą. Jeśli dobrze pójdzie to zagrają cztery mecze z drużynami grającymi o przysłowiową pietruszkę: Seahawks, Raiders, Cardinals, Bills.

Steelers (9-3) wciąż nie mogą spać spokojnie. Czują na plecach oddech Ravens, a układ gier jest nie do pozazdroszczenia (kolejno: Dallas, właśnie Ravens, Titans, Browns) Dwie rzeczy są pewne: to że ich sytuacja jest lepsza niż na przykład Patriots i to że będzie ciekawie do końca.

 

Cdn

sobota, 29 listopada 2008
Thanksgiving Day w NFL

Święto Dziękczynienia to specjalna data dla Amerykanów, także dla footballistów. Tradycyjnie już w czwarty czwartek listopada, zawodnicy NFL dostarczają rozrywki swoim rodakom, zasiadającym przy świątecznych stołach. Zgodnie z przyjętym porządkiem rozegrano trzy mecze. Gospodarzami dwóch z nich były, jak zawsze, Detroit Lions oraz Dallas Cowboys. Ponadto odbył się pojedynek Arizona Cardinals z Filadelfią Eagles, w ramach cotygodniowej czwartkowej nocy z footballem.

Jako pierwsi na plac gry wyszli zawodnicy Lions, podejmując Teneesee Titans. Mecz najsłabszej ekipy z jedną z najmocniejszych właściwie nie miał historii. Oglądałem tylko fragmenty, więc powiem tylko tyle, że od początku do końca Tytani byli o klasę lepsi od gospodarzy i wygrali 47-10.( prawie 300yd wybieganych!) tego można się było spodziewać, ale przyznam, że po cichu liczyłem, że Bóg sprawi Lwom jakiś prezent, nic z tego.

Zdecydowanie większych emocji spodziewałem się w Dallas, którzy podejmować mieli Seattle Seahawks. Niestety, ta gra również toczyła się, mówiąc po piłkarsku do jednej bramki. Zanim jednak zaczęło się spotkanie, zszokowało mnie wykonanie, przez nieznaną mi wokalistkę w różowej bluzce, Gwieździstego Sztandaru. Czy Amerykanie nie lubią swego hymnu, że pozwalają na takie coś? Z drugiej jednak strony, naszej Edytki i tak nie była w stanie przebić.

Wracając do meczu. Cowboys zaczęli kapitalnie punktując w 1st qtr, w każdym drivie. Świetnie spisywał się T.Romo i przewaga od początku meczu była wyraźna. Na dodatek Seahawks w pierwszej serii zagrań zgubili piłkę, pozbawiając się szans na punkty. Ofensywa na początku szła im całkiem nieźle, ale brakowało wykończenia, widać też było, komu bardziej zależy na wygranej. Dallas, zrobiło duży krok w kierunku playoffs, udowadniając też że kryzys w środku sezonu był tylko i wyłącznie konsekwencją kontuzji Toma Romo. W drugiej kwarcie, prysła także przyzwoita ofensywa gości. Ol pozwoliła m.in. na siedem sacków na Hasselbecku. Doświadczony rozgrywający zagrał nieźle, ale opuszczony przez kolegów za wiele nie mógł zrobić. W Dallas wszystko świetnie współpracowało ze sobą. Podania Romo uzupełniały świetne biegi Mariona Barbera (doznał w tym meczu kontuzji) Zwycięstwo Cowboys pewne i zasłużone: 34-9. Teraz czekają oni na niedzielne spotkanie NY Giants z Redskins. Zwycięstwo nowojorczyków pozwoli Dallas przesunąć się na miejsce dające grę w postsesons.

Przed pojedynkiem w Filadelfii hymn wykonał nijaki Mario i zrobił to nieźle, o niebo lepiej niż śpiewaczka z Teksasu. Mi brakuje w tych występach przede wszystkim orkiestry, nie znam powodu dlaczego w obu przypadkach były to wersje acapella. Na boisku, gospodarze, znajdujący się w głębokim kryzysie, ograli Cardinals. Orły skazywano na porażkę, gównie z powodu fatalnej formy Donovana McNabba, tymczasem zawodnik ten podał w tym meczu 4TD!  Pierwszy z nich, wykonany w otwierającej mecz akcji, był przerwaniem serii 21 drives ofensywy gospodarzy bez przyłożenia. Goście chyba zaskoczeni dobrą postawą McNabba i spółki, grali źle. Nie trzymali defensywy, a w ataku szybko stracili piłkę, podając do rywali. Wyglądali znacznie słabiej niż w niedzielę z Giants. Po pierwszej kwarcie było już 14-0. drugie przyłożenie zaliczył RB Westbrook, a Kurt Warner podał drugie INT w drugiej serii zagrań. Ogólnie Westbrook w tym meczu miał 4 TD (2rush i 2 pass). Do końca obraz gry nie zmienił się, z tym że goście wzmocnili ofensywę i przez moment mogli mieć cień nadziei. Kibice w Filadelfii odetchnęli z ulgą. Ich pupile wreszcie wygrali i wciąż mają szansę na awans. Takich problemów nie ma klub z Arizony, który pewnie przewodzi w swojej dywizji i raczej na pewno zagra w p-o.

Świąteczny czwartek nie przyniósł za dużo emocji, wszystkie gry rozstrzygnęły się dość szybko. Czekamy na niedzielę i kilka naprawdę ciekawych spotkań:

 

                        -New Orlean Saints (6-5) jadą do Tampy (8-3) na mecz ostatniej szansy z rywalem z dywizji

 

                        -Giants (10-1) spotykają się z Redskins (7-4) i mogą praktycznie zapewnić sobie mistrzostwo dywizji, a na wet konferencji. (transmisja nSport  i NASN o 19.00)

 

                        -Carolina Panthers (8-3) zagra z GB Packers (5-6) w meczu drużyn z realnymi szansami na postseason. Packers nie mogą pozwolić sobie na porażkę.

 

                        -Atlanta Falcons (7-4) jedzie od San Diego (4-7) po zwycięstwo które przedłuży jej szanse w walce z Buccaners i Panthers. Chargers przed naprawdę ostatnią szansą na nawiązanie walki w swojej dywizji. Na Wild Card nie ma już co liczyć.

 

                        -Patriots (7-4) starciu gigantów z Steelers (8-3). Jedno z kluczowych spotkań w AFC. Przegrana może dla NE być tragiczna w skutkach. (NASN 22.15)

 

                        -NY Jets (8-3) spotka się w meczu liderów AFC East i AFC West z Denver Broncos (6-5). Przegrany może bardzo skomplikować swoją dobrą sytuację.

 

                        -Minesota (6-5) vs Chicago (6-5). Derby północy i walka o prymat w NFC North. (NASN 2.15)

                       

Oj będzie się działo...

 
1 , 2 , 3 , 4